Strona główna / Blog / Ludowa wiedza / Pomoc Szeptuch i pułapki szarlatanów

Pomoc Szeptuch i pułapki szarlatanów

Anna Trzcińska
10 min czytania

Kim są Szeptuchy, uzdrowiciele i ezoterycy.

Szeptuchy to kobiety (rzadziej mężczyźni) mieszkające na Podlasiu i tylko tam. Dlatego ja czy inni praktycy, którzy pobierali nauki u nich, nie nazwiemy się Szeptuchami. Nazewnictwo nawiązuje do tego, że podczas pomagania, szeptane są modlitwy, zaklęcia czy zamowy. Babki, bo wolą takie określenie, same nie nazywają siebie tym mianem, ale mieszkańcy Podlasia już tak.

Sam fenomen związany z uzdrowicielami nie jest zmonopolizowany dla Podlasia i nie jest nowy. Ludowi uzdrowiciele mieszkają w różnych zakątkach słowiańszczyzny i byli od zawsze, a nazewnictwo jest różne lub go nie ma w ogóle. Na Huculszczyźnie uzdrawianiem zajmowali się Molfarzy, mężczyźni. Na Kaszubach są Ciotki, a ogólnie na takie osoby mówi się Ludowi Doktorzy, Znachorzy, Uzdrowiciele lub od płci i wieku, Babki czy Dziady.
Ci ludzie to w większości chrześcijanie i mają przeświadczenie, że wszystko co robią jest zgodne z religią chrześcijańską. Jednak ich praktyki sięgają daleko wstecz i są starsze, niż chrześcijaństwo na samej Słowacczyźnie. Wchodzą w trans poprzez modlitwę, która jak rytm bębna pomaga w przejściu do świata duchowego. Kontaktują się z bytami, które są chorobami, duchami starszymi niż drzewa w Puszczy Białowieskiej czy duszami ludzi. Podczas kontaktu otrzymują informację co dolega duszy i ciału oraz jak temu zaradzić. Mówią, że otrzymują instrukcje od Boga czy świętych Pańskich, ale te działania, antropolodzy kwalifikują jako szamanizm, choć w innej, niż przykładowo u Buriatów, formie. Składają też ofiary i trzymają się procedur, które wymagają poświęceń. Dla wielu to głupie zabobony, ale dla nas to duchowość i powołanie.

Zajmujemy się tym, co nie jest dostępne dla zwykłego śmiertelnika, bo samo Wołanie jakie usłyszeliśmy, często nie jest naszym wyborem, jak ma to miejsce w spłyconym czarostwie ezoterycznym. Spłyconym, bo nie każdy ezoteryk praktykujący czarostwo to blagier. Wołanie to bycie wybranym przez duchy, a te, nie są duszami ludzi. Są bytami, które potrzebują kogoś, kto będzie ich głosem i narzędziem. Pragnę zaznaczyć, że nie wygląda to jak w filmach. One czasami wybierają już malutkie dziecko, a czasami przychodzą do kogoś, kto się Budzi. Nie zawsze Wołanie oznacza pomoc ludziom, a rozumienie duchów roślin lub zwierząt. Czasami to walka o święte miejsce i współpraca z duchami, których działanie obejmuje prowadzenie dusz ludzkich i zwierzęcych. Zdarzają się „zestawy” jak w przypadku jednej Babki, która miała wgląd w ludzką przyszłość i zmiany jej za sprawą pociągnięcia odpowiednich nici losu. Wariantów jest mnóstwo. Jednak nie wszyscy chcą iść taką ścieżką, a powody różne. Ludzie się boją tego czego nie rozumieją. Chcąc zrozumieć pytają kapłanów, ale najczęściej ci są pozerami duchowości jaką głoszą. Przez co zazdroszczą innym, więc wmawiają, że taka ścieżka jest zła, więc ludzie popadają w obłęd strachu zamykając się, a to prowadzi do fanatyzmu. Inni odrzucają, bo myślą, że są chorzy psychicznie (nie twierdzę, że nie, bo są przecież takie przypadki) lub odrzucają świat duchy, bo to wymaga od nich wysiłku jakiego nie są w stanie udźwignąć i ja ich rozumiem.
Walka z wołaniem, poczucie strachu czy wręcz próba odcięcia może skończyć się ciężką chorobą fizyczną lub psychiczną, ale większość i tak decyduje się na wejście na ścieżkę. Jeśli nie chcą przyjąć takiego losu, szukają kogoś, kto go od nich zabierze lub przekaże komuś innemu, ale z tym ostatnim jest największy problem. To musi być ktoś kto wszedł na ścieżkę, pozwolił sobie na naukę i ma na tyle duże doświadczenie, że zabierając od nieszczęśnika go, nie spowoduje rozgniewania duchów.
Jednak samo Wołanie to nie wszystko. Trzeba też urodzić się z darem i mocą. Często jednak nie ma kto takiej osoby poprowadzić, więc duchy czekają lub zostają wyciszone, jeśli taka osoba ma szczęście. Ja miałam takie szczęście. Jednak magia ludowa nie jest tylko dla praktyków. Była ona też używana przez zwykłych ludzi. Często o takiej piszę lub mówię podając instrukcje jak sobie radzić w danej sytuacji. Życie naszych przodków było przeplatane codziennością i świętością. Zwykłe przygotowanie posiłku dla rodziny już miało w sobie błogosławieństwo oraz zaklęcie pożywienia, by ten kto go zje nie chorował, nie był nigdy głodny. Życie było zrytualizowane i mieli na to czas, bo było nieodzowną częścią każdego dnia. My żyjemy dość wygodnie w porównaniu np. do naszych pradziadków, a oni też mieli swoją duchowość w codziennym życiu.
Podałam oczywiście jeden przykład, ale jest ich więcej. Podczas zaszywania ubrań wypowiadano słowa zacieśniające więzy rodzinne i zaklinano zdrowie. Gdy sprzątano to zawsze od najdalszych kątów w kierunku drzwi, by wymieść co się złego zalęgło. Zawsze odkładano łyżkę pokarmu dla przodków i duchów opiekuńczych. Oj wiele mogę wymieniać i w końcu zrobię o tym wpis.

Chcesz zasięgnąć pomocy u Szeptuchy z Podlasia. Jak to zrobić?. Zazwyczaj dzwonisz do sołtysa danej wsi, gdzie słyszałeś, że są takie osoby i pytasz o adres lub polecenie Szeptuchy. Możesz też zrobić sobie wycieczkę, ale pamiętaj, że to musi być kilka dni. Nie zawsze w dzień, w który przyjedziemy zostaniemy przyjęci, a tym bardziej trzeba sprawdzić czy nie ma jakiś świąt, bo w nie Babki nie przyjmują. Gdy już będziesz na miejscu i zostaniesz przyjęty, rób dokładnie jak Babka mówi. Wykonuj co zadała do zrobienia w domu.
Czego możesz się spodziewać?
Czym się zajmją Szeptuchy?

Zdejmowanie 

  • Uroków 
  • Pecha
  • Klątw 
  • Klątw rodowych/pokoleniowych 
  • Przekleństw 
  • Róży 
  • Kołtuna 
  • Przestrachu (Ispug) 
  • Nagaworu (uszkodzenie przyniesione z wiatrem)  
  • Napusk (Przeklęte intencjonalnie przedmioty) 
  • Atnos (przeklęty przedmiot znaleziony przez nas przypadkowo) 
  • Agawor zwany też Ohowor (przekleństwo słowne) 
  • Uzły (przekleństwa związane z niciami) 

A także:

  • Odwoływanie lichoradek, które są źródłem chorób 
  • Zamawianie chorób, które męczą ciało, umysł i duszę 
  • Oddalenie nieszczęścia w miłości czy finansach

To oczywiście nie wszystko, ale wiedz, że dokładnie taką samą pomoc uzyskasz u mnie dzięki nauce jaką otrzymałam od Babki Werki.

Przejdźmy teraz do tematu, z natury, drażliwego.
Są też ezoterycy. Osoby zajmujące się tarotem, czakrami, bioenergoterapią czy innymi działaniami mającymi uporanie się z problemem. Jednak różnice między Uzdrowicielami czy Szeptuchami, a ezoterykami jest taka, że Uzdrowiciele i Szeptuchy nie mieszają tradycji. Nie ma wróżek Szeptuch stawiających karty, nie ma Szeptuch otwierających czakry czy prowadzących kursy z ustawień karmicznych. Jest jedna tradycja i jedna ścieżka. Druga różnica, której tu często wspominam, to brak cennika. Ezoterycy go mają i nie piszę, że to coś złego, wręcz przeciwnie. Jednak jeśli taki ezoteryk do swojego wachlarza doda bycie “Szeptuchą” i chce za “pomoc”, jak to określa, pieniądze, to już warto się zastanowić czy nawet z wróżenia z fusów u takiej osoby warto skorzystać. Skoro dołącza do usług coś o czym nie ma zielonego pojęcia, to czy warto powierzać mu swoje bezpieczeństwo duchowe? Czy nie narazimy się na jakieś uszkodzenie lub co gorsza spotęgowanie tego czego chcieliśmy się pozbyć?

Na co uważać 


Gdy wiesz, że problemu nie można objąć rozumem lub medycyna konwencjonalna rozkłada ręce, to szukasz w internecie uzdrowicieli. Są ezoterycy, którzy nie tylko rozkładają tarota, ale też odblokowują czakry, znają się na Iching czy VooDoo, a także mianują siebie Szeptuchami i wykonują jajowanie, a ściąga z internetu mówi co jest w jajku. Wizyta 300zł. Już wiesz, że taka osoba jest niebezpieczna. Nie dlatego, że zapłacisz za usługę, ale z powodu w jaki działa. Bycie Szeptuchą czy Szeptunem jest teraz modne i, wybacz za wyrażenie, ale trzepie się na tym kasę jak wióry w tartaku. 
Pomoc nie ma cennika. 
Szeptuchy nie mają cennika.
Szukasz specjalisty, a znajdujesz “lekarza od wszystkiego” i to za miliony. Pomoc to pomoc. Nie usługa. Nie wypowiadam się o innych uzdrowicielach czy ezoterykach. Oni mają inną etykę pracy, a my, osoby, które chcą pomagać, od zawsze robimy to za darmo. Oczywiście nie gromimy nikogo jeśli czuje potrzebę odwdzięczenia się, bo to naturalny odruch. Jeśli zostawiasz nam pieniądze, to część przekazujemy na cele charytatywne. Przyniesiesz ciasto, własne jajka, mleko czy sery? Część przekażemy ludziom w potrzebie, a część sami spożyjemy, bo prezentu nie można oddawać lekką ręką. Nie dasz nic? Nic nie szkodzi. Nam zależy tylko na tym, by ulżyć Ci w cierpieniu. Tego uczyła mnie Babka Werka – Pomoc jest pomocą, gdy jest bezinteresowna. 

To tak w ogromnym skrócie, ale mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłam temat.

Udostępnij artykuł

Anna Trzcińska

Dzielę się wiedzą o magii ludowej, ziołach i rytuałach przekazaną przez Babkę.